Słowa Ewangelii wg św. Marka: Zawierzyć mocy Bożego Słowa – zaufać Słowu Wcielonemu 

PRZYGOTOWANIE DO DZIAŁALNOŚCI JEZUSA

Jan chrzcił na pustyni i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Przychodzili do niego ludzie z całej Judejskiej krainy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy; wyznawali swoje grzechy, a on chrzcił ich w rzece Jordan. (Mk 1, 4-5)

Wtedy przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. (...) I rozległ się głos z nieba: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie upodobałem sobie". (Mk 1, 9.11)

Prorok Izajasz napisał: Oto wysyłam mojego posłańca przed Tobą, aby przygotował Twoją drogę. Głos, który woła na pustyni: Przygotujcie drogę Pana! Wyprostujcie Jego ścieżki! ( Mk 1, 1-3)

Bóg jest gotów spełnić wszystkie obietnice, jakie dał przed wiekami swojemu ludowi. Bóg pragnie spełniać obietnice, które daje dzisiaj nam, swoim dzieciom. Ja muszę tylko uwierzyć, że przychodzi właśnie do mnie. I ja jako dobre dziecko spodziewam się Go, oczekuję, tęsknię. Pragnę ugościć Go w moim sercu. 

Prorok Izajasz zapowiedział przyjście Jana. Jan głosił przyjście Mesjasza: Idzie za mną potężniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym. (Mk 1, 7-8) Jezus przyszedł nad Jordan, aby przyjąć chrzest od Jana. Jako człowiek identyfikuje się z rodakami w posłuszeństwie Prawu Bożemu. Bezgrzeszny zostaje ochrzczony z grzesznikami. I wtedy Bóg potwierdza, że Jezus jest Wybrany. Namaszcza go Duchem Świętym. Ogłasza Mesjaszem.

Jezus miał zatem dwóch świadków: Głos z Nieba i świadectwo Jana Chrzciciela. Dziś ja jestem wezwany, by nawrócić się i być świadkiem Chrystusa. 

W nawróceniu nie chodzi o moją doskonałość. Chodzi o wspólnotę z Bogiem, o miejsce dla innych we mnie, czyli o miłość. O przemienienie mojego serca. Bóg zanurzył się w Jordanie – rzece ludzkich grzechów i śmierci po to, by człowiek mógł zanurzyć się w Bogu – źródle nieskończonej miłości i miłosierdzia.

Jezu! Zanurzony w tym źródle pragnę być Twoim świadkiem i apostołem Dobrej Nowiny.

UCISZENIE BURZY NA JEZIORZE

Wtem zerwał się gwałtowny wiatr. Fale zalewały łódź, tak że już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi oparty na podgłówku. Budzili Go mówiąc: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi,że giniemy?" On obudzony, zgromił wiatr, a do jeziora powiedział: "Milcz! Ucisz się!" Wtedy wiatr ustał i zapanowała głęboka cisza. Do nich zaś powiedział: "Czemu się boicie? Wciąż jeszcze nie wierzycie?" (Mk 4, 37-40)

Nasze wnętrze jest jak ta łódź, do której wszedł Jezus. Znużeni pracą, ciągłą pogonią za dobrami tego świata, lekko przysypiamy. Wokół cisza i spokój. Ta cisza i spokój są tylko pozorne, bowiem nadciąga nasz odwieczny wróg i wykorzystuje naszą uśpioną czujność. Będzie się starał zatopić naszą łódź, zniszczyć nasz spokój wewnętrzny. Jak gwałtowny wicher wzburzy fale naszych lęków, niepokojów, słabości, poderwie pychę, egoizm, próżność i żądze. Z której strony by nie uderzył, zawsze coś znajdzie. Czujemy swoją bezsilność, w serce wkrada się rozpacz, daliśmy się pokonać własnym słabościom.

To ja ulegam własnej słabości. I wtedy przypominam sobie, że jest Jezus, który gdzieś tam w tyle łodzi - moim wnętrzu – śpi. Zbudzę Go, będę błagać o pomoc. A On wstanie i rozkaże : Milcz! Ucisz się! I nastanie głęboka cisza. Spokój. Niestety, do pewnego czasu. Do czasu aż znowu ulegnę złym emocjom i dam się wciągnąć tej nawałnicy, a potem będę czuć do siebie żal, że po raz kolejny dałam pokonać się szatanowi.

Wcale tak nie musi być. Muszę tylko oddać ster łodzi Jezusowi. On będzie moim kapitanem. Nawet jeśli zasnę, Jezus będzie czuwał nad wszystkim i nie pozwoli zatonąć mojej łodzi. Przy Nim jestem bezpieczna, choćby szalały największe burze. Ja przy Nim, On przy mnie.

Jezu! Nic mi się złego stać nie może, gdy Ty jesteś ze mną.

UZDROWIENIE GŁUCHONIEMEGO

Wtedy przyprowadzili do Niego głuchoniemego i prosili Go, aby położył na niego rękę. Odprowadził go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął jego języka; spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się! (...) Pełni podziwu mówili: "Wszystko dobrze uczynił. Sprawił, że głusi słyszą, a niemi mówią". (Mk 7, 31-34.37)

Kto nie słyszy, ten zwykle też nie mówi. Kto nie słucha Boga, nie ma nic do powiedzenia. Czy warto słuchać ludzi, którzy mają uszy zamknięte na Słowo Boże? Może lepiej przyprowadzić ich do Jezusa, aby położył na nich rękę i powiedział "Otwórz się!" 

A ja? Czy nie jestem głuchy na  Słowo Boże? Ślina Jezusa uzdrawia, uwalnia od zła, przynosi na język właściwe słowo. Czy uszy moje i usta moje nie potrzebują tego uzdrawiającego dotyku?

Aby otworzyć się na głos Boga, trzeba pójść osobno, z dala od tłumu, i przez moment być sam na sam z Jezusem. Jezus wypowiada słowo "Effatha" to znaczy "Otwórz się". Jezus zwraca się do mnie. 

Co we mnie jest pozamykane? Co trzeba otworzyć?. Może chodzi o otwarcie się na obecność Boga? Na głos sumienia? Na Słowo Boże? Na innych ludzi, biednych, potrzebujących, sąsiadów?

A może na łaskę, miłość Boga? 

Natychmiast otworzyły się jego uszy i zostały rozwiązane więzy jego języka, tak że mógł poprawnie mówić. (Mk 7,35) Nie bądź głuchym i niemym! Usłysz, że Bóg mówi do ciebie i chce, byś ty mówił o Nim.

Najmocniej niewolą nas te więzy, które sobie sami nakładamy. Przekonanie, że nie potrafię zrobić tego czy owego. Uleganie słabościom i nałogom. Przyzwolenie na lenistwo, zwłaszcza duchowe. To wszystko zatyka nam uszy, krępuje język, niszczy zdolność świadczenia o wierze.

Jezu! Otwórz mnie na dar chrztu świętego, przez który stałem się zdolny żyć w wierze, pełnią życia dziecka Bożego.

WDOWI GROSZ

Wtedy przywołał swoich uczniów i powiedział do nich: "Zapewniam was: ta uboga wdowa wrzuciła więcej od wszystkich, którzy wrzucali do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało, a ona ze swego ubóstwa wrzuciła wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie." (Mk 12, 43-44)

Przyszła też pewna uboga wdowa. (por. Mk 12,42) Jezus uczy nas dostrzegania ludzi ubogich. Iluż ich jest wśród nas, skromnych, nieśmiałych, z prostą wiarą. Warto nauczyć się dostrzegać takich ludzi wokół siebie. To oni przywracają światu równowagę, oni są znakiem zaufania do Boga.

Wrzuciła wszystko co miała, całe swoje utrzymanie. Bóg chce wszystkiego! 

Co mogę dać Bogu, który dał mi wszystko i nic dla siebie nie potrzebuje? 

Jedynym skarbem dla Boga jest moje serce i moja wolność, z którymi mogę zrobić, co zechcę. Mogę je zatrzymać dla siebie lub podarować innym z tego, co mi zbywa, albo oddać Tobie Boże – wszystko, do końca. Tak, by Miłość Twoja płomieniem ogarnęła serce moje, a Twoja wola stała się wolą moją.

Wdowi grosz to cały jej majątek. Kobieta oddając wszystko pokazuje Bogu, że Mu ufa i nie poddaje w wątpliwość Bożej Opatrzności.. Jest jak to puste naczynie, które przez Boga zostało wypełnione w obfitości wiarą, nadzieją, miłością. 

Jezu! Tyle mojej wiary, nadziei, miłości co nic, a dla Ciebie to wszystko.

Autor rozważań: Leokadia Pułka