1. Kim jesteś? Jaki jesteś? Sam pewnie jeszcze tego nie wiesz… Codziennie uczysz się siebie - czasem sam siebie zachwycisz, a czasem porządnie zaniepokoisz… Odkrywasz w sobie nieznane lądy. Raz to ty panujesz nad uczuciami, a za chwilę one rządzą tobą. Tak łatwo o gniew, ostre słowa, szyderczy śmiech, a potem przychodzi zawstydzenie i płacz, ale dopiero wtedy, gdy już zostaniesz sam… Nie czujesz się zagubiony? Masz wrażenie, że innym na tobie nie zależy, bo przecież gdyby zależało to… i tu zaczyna się lista pretensji i żalów do całego świata. Sobie masz niewiele do zarzucenia, bo gdyby inni… 

Kim jesteś? Już nie dzieckiem. Jeszcze nie dorosłym. Dobrze jest mieć przywileje dziecka – domagać się rozpieszczania, zrzucać winę za swe porażki na innych, móc liczyć na pomoc rodziców, gdy trzeba ponieść konsekwencje głupich wyskoków… 

A z drugiej strony bardzo atrakcyjna wydaje się dorosłość. Chciałbyś sam decydować o sobie – kiedy wrócić do domu, z kim się zadawać, o której iść spać… Tak bardzo denerwują cię dobre rady, ostrzeżenia i zakazy. Sam chcesz decydować. W końcu to twoje życie. Więc decyduj tu i teraz, bo w tej sprawie wybór naprawdę zależy do ciebie: możesz ten czas spędzony w kościele po prostu zmarnować – myśl o niebieskich migdałach, oglądaj witraże, spróbuj kogoś zaczepić albo wzdychaj ze znudzoną miną – to twoja sprawa. Bo Bóg nie wpycha się tam, gdzie nikt Go nie zaprasza. Nie pomoże ci, nie przemieni twego życia, nie pocieszy, jeśli sam Go o to nie poprosisz.

2. Bóg nie wchodzi bez pukania. Sam musisz otworzyć i Go zaprosić. Więc może warto zaryzykować? Nic nie tracisz, a nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo możesz być obdarowany. Odpędź tylko natrętne myśli, pozwól się poprowadzić, a poznasz Jezusa – nie wizerunek z mozaiki, ale żywego Boga, Mistrza, a przede wszystkim najlepszego Opiekuna i prawdziwego Przyjaciela.

Myślisz, że to niemożliwe? Że Bóg jest gdzieś daleko i wcale go nie obchodzi twój los? Nie masz racji, bo czy ktoś taki zgodziłby się oddać swoje życie, by cię zbawić? I nie zawahałby się umrzeć po raz drugi, by cię ocalić. Bo kocha cię niepojętą miłością. Miłością wielką i szaloną.

A ty – czy Go w ogóle znasz? Czy jesteś gotów poświęcić Mu trochę czasu bez zniecierpliwienia? Jezus, ukryty w Najświętszym Sakramencie, czeka aż otworzysz drzwi swojego serca. Ale klamka jest po twojej stronie. Decyduj.

Nie myśl, że jesteś jednym z wielu. Bóg nie rozmawia z anonimowym tłumem. On w tym tłumie widzi tylko ciebie. Dla niego jesteś jedyny, cudowny, wybrany. Znał twoje imię, zanim jeszcze pojawiłeś się na tym świecie. Zna twoją przeszłość, twoje marzenia i lęki. I zna twoje grzechy, a mimo nich nadal przyznaje się do ciebie przed Swoim Ojcem, nawet gdy ty sam nie możesz patrzeć na siebie bez wstydu i złości. 

Tak, to prawda – jesteś zabłąkaną owcą, która celowo albo nieświadomie odłączyła się od swojego stada. Mówmy wprost: Mszę traktujesz jak przykry obowiązek, spowiedź jak coś, co trzeba „odhaczyć”. W sumie to dobrze ci z twoimi grzechami - żyje się całkiem przyjemnie. Jesteś tak skoncentrowany na sobie, że nawet nie zauważasz, że owieczka, która zjadła wszystkie rozumy za chwilę sama zostanie zjedzona przez wilki. Jeszcze ich nie widzi, ale one już zwietrzyły swą ofiarę. Czekają tylko na odpowiedni moment do ataku…

3. I co, owieczko? Chciałaś wolności? Wiec ją masz – żadnego pasterza i psów, żadnych ograniczeń, żadnych zakazów i nakazów.  Możesz robić, co chcesz. A wilki coraz bliżej… Czujesz ich zapach? Czujesz zapach swojej pychy i głupoty? Gdzie to twoje: „sam sobie dam radę” ? Teraz już wiesz, że nie dasz… Czy nie ma już ratunku?

„Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, 
O Panie, wysłuchaj głosu mego!
Nakłoń swoich uszu 
Ku głośnemu błaganiu mojemu!” (Ps 130)

I co, owieczko? Zatęskniłaś za Pasterzem, który czasem musiał cię strofować, byś wróciła na właściwą ścieżkę? A teraz On jest ze swoim stadem. Strzeże go przed niebezpieczeństwem. 

„Oto nie zdrzemnie się
ani nie zaśnie” (Ps 121)

Myślisz: przecież Pasterz nie może zostawić 99 owiec, by ratować jedną – głupią, zabłąkaną, samotną i naprawdę przerażoną. Sama prosiła się o kłopoty, więc nie ma czego żałować.  A tak bardzo Go potrzebujesz!

„Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc?” 

 

4. „ Wznoszę swe oczy ku górom:
Skądże nadejdzie mi pomoc? 
Pomoc mi przyjdzie od Pana.” (Ps 121)

Tak. Trudno to pojąć, ale ty jesteś dla niego najważniejszy: ukochany i ocalony. Na krzyżu oddał za ciebie życie.

Spójrz na krzyż. Nie musisz współczuć. Zrozum jedno -  to nie Jezus, ale twój grzech przybity do krzyża. Pasterz zabrał twą arogancję, gniew, lenistwo, nieczystość, kłamstwo, pychę. Wybawił cię od grzechu, byś był miły Bogu i miał życie wieczne. 

„U Pana bowiem jest łaska 
i w obfitości u Niego odkupienie” (Ps 130).

A ty, co zrobiłeś z tym przeogromnym darem? To prawda, że nie jesteś godzien przyjąć tej ofiary, ale On i tak ci Ją daje. Wiesz dlaczego? Bo cię kocha. Patrzy na ciebie z czułością i nigdy cię nie opuści.

„Pan Twoim cieniem
Przy twoim boku prawym.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
Czuwa nad twoim życiem.
Pan będzie strzegł
twego wyjścia i przyjścia
teraz i po wszystkie czasy.” (Ps 121)

Bóg jest wierny – nigdy nie zapomina raz danej obietnicy.